Cichoński pisze

piszę, o tym co widzę i słyszę

Here we are now/ Entertain us

Posted by cichonski w dniu Kwiecień 6, 2011

Nie będzie okolicznościowo o Nirvanie.

Będzie o zdaniu, które usłyszałem w ulubionym radyju. Prezenter powiedział (coś w ten deseń, cytat niedosłowny), że ma nadzieję, że Bryan Adams zadowoli publicznosć, ale że publiczność sprawi, że Adams bedzie szczęśliwy. Zapewne intencją było, że ludzie będą się ta dobrze bawić, że…

Oby. Bo mam już dość wszystkich akcji, robienia flag itd. Gwiazdorzy przyjeżdżają tu zarabiać kasę. Więc niech zasuwają. To oni są dla nas.

here we are now/etertain us

Opublikowany w Uncategorized | Zostaw Komentarz »

Na wschód od Konina Azja się zaczyna…

Posted by cichonski w dniu Grudzień 21, 2010

… jak to powiadają moi znajomi z Wielkopolski. Nie raz obruszałem się na to ich stwierdzenie, ale im dłużej żyję (a przekroczyłem już połowę średniej długości życia Polaka) tym bardziej przyznaję im rację.
Oto trzy obrazki z azjatyckiej części naszego kraju.

1. Czas: ponad rok temu. Rzecz dzieje się w małej przychodni w Nowym Dworze Mazowieckim. Wraz z mocno ciężarną małżonką wchodzimy i mówimy „dzień dobry”. Nikt nie odpowiada. Jak się okazuje, tu nikt nikomu „dzień dobry” na dzień dobry nie mówi.
Jest za to inny, bardzo ciekawy zwyczaj; nikt ciężarnej nie ustępuje miejsca, nikt nie chce przepuścić jej bez kolejki do lekarza.

2. Droga krajowa numer 579. Odcinek Błonie-Kazuń. Ze względu na nasilony ruch pieszych oraz zagrożenie dla zwierząt z Kampinoskiego Parku Narodowego (łosie i rysie giną tu pod kołami – taka jest smutna prawda) wprowadzono na trasie zakaz jazdy TIRów oraz ograniczenie do 60 km/h. Właśnie za nami jedzie TIR, który mimo oblodzonej nawierzchni mknie 85 km/h i podjeżdża nas bezczelnie mrugając reflektorami, chcąc zmusić do szybszej jazdy. Nie ulegamy presji.

Stojący obok policjanci z drogówki nie zatrzymują TIRa (ani tego co jedzie za nami, ani żadnego innego). Oni polują na luksusowe samochody, które jadą tędy po 180-200 km/h (no, jak nie ma lodu, bo w zimę jadą 110 km/h). W końcu takich złapią więcej, a w rozliczeniu ich pracy liczy się statystyka.

3. Kiermasz przedświąteczny na rynku Starego Miasta w Warszawie. Mróz jak cholera. Ze względu na dziwne pomysły władz miasta nikt nie sprzedaje grzanego wina, powołując się na jakąś tam ustawę. (Na marginesie – ta sama ustawa nie przeszkadza na podawanie grzanego wina na rynku we Wrocławiu). Ale od czego jest pomysłowość Polaków – jedna z restauracji oddziela teren, który przysługuje jej na ogródki piwne i tam – zgodnie z koncesją – sprzedaje wino. Podchodzę do sprzedawcy. Zamiast jakiegoś zdania powitania usłyszałem – A te dziewczyny u mnie to takie leniwe, kurwa, dupy im się nie chce ruszyć, zaraz mi się, kurwa, skończy wszystko.

A tak w ogóle to myślę sobie (wspominając wyprawę do Indii), że nazywanie takich obyczajów azjatyckimi wielu mieszkańom tego kontynentu uwłacza.

Dlatego i im i Wam – Wesołych Świąt życzę :)

Opublikowany w Uncategorized | Komentarzy: 2 »

Content, głupcze!

Posted by cichonski w dniu Październik 5, 2010

Aż za dużo czytam ostatnio o polskich serwisach internetowych, które są nośnikami informacji. (Czyli nie portalami randkowymi, społecznościowymi etc, ale takimi, które stawiają na treść).  O prowadzeniu kampanii wokół nich, o zjawiskach typu „eyetracking web usability” i innych – poniekąd bardzo mądrych cudach – zbadanych przez imć Nielsena. Na wszelakich sympozjach, konferencjach, szkoleniach etc. najmodniejsze hasła to komunikacja z użytkownikiem, user generated content.



Nikt nie mówi o zawartości, o merytorycznej treści i jakości tejże.

Smutne, prawda?

Opublikowany w Uncategorized | 1 komentarz »

Udawanie Greka

Posted by cichonski w dniu Wrzesień 8, 2010

Grekom wcale nie jest głupio, że wywołali jakiś kryzys, że cała Europa przez nich cierpi. Obserwując ich z perspektywy wakacji miałem wrażenie, że wręcz mieli pretensje do reszty Europy. O co?
To, my kolebka cywilizacji, chrońcie nas.
To, my – Grecy, przyejżdżajcie do naszych hoteli, mimo że są droższe i słabsze od tych w Egipcie.
To my Grecy mamy cudny kraj z cudnymi zabytkami, więc o nic nie musimy dabać, bo i tak się Wam będzie podobać.
Kumpel doniósł mi, że znajomy Grek owiedział nawet ni to żartem: „my już swoje zrobiliśmy dla świata, teraz niech się starają Niemcy”.

I co? I tak pewnie jeszcze pojadę tam, bo nie wszystko jeszcze mi się udało zoabaczyć.

Opublikowany w Uncategorized | Komentarzy: 4 »

Mądrze punktować

Posted by cichonski w dniu Lipiec 1, 2010

Agnieszka Radwańska, mimo że od dawna niczego specjalnego nie dokonała, na Wimbledonie (znów przegranym) była rozstawiona z numerem 7. Jak to możliwe, skoro z obserwacji laika widać, że obecnie nie łapie się nawet do pierwszej piętnastki? Agnieszka mądrze punktuje. Startuje w turniejach, w których może zgarnąć niezłą pulę. A że pozycja w rankingu to suma zdobyczy z 52 tygodni, to nie jest istotne, że na Wimbledonie panna Radwańska przegrywa. Wystarczy, że kilka razy w roku dotrze do ćwierć – lub półfinału i sprawa załatwiona.

Wystartowały europejskie piłkarskie puchary. Tu rozstawienie polskich drużyn zależy od rankingu UEFA, a ten jest sumą osiagnięć (mierzonych w punktach) polskich drużyn z 5 sezonów. Wiemy jak było w poprzednich latach – porażki ze słabymi klubami ze wschodu i zachodu Europy ( ta pamiętna Lewandia Tallin), sprawiają, że zamiast być rozstawionymi, polskie drużyny wciąż śnią nie tyle nawet o Lidze Mistrzów, ale o Lidze Europy.

Na starcie tych rozgrywek dorobek Polaków wynosił w punktach 11,416. By mieć zapewnione – bez eliminacji – miejsce w Lidze Mistrzów kraj musi mieć (według stanu na dziś) 23,324. Powtórzmy – punkty liczą się z ostatnich czterech sezonów (+ sezon aktualny).

Dlatego skromne 0,25 dołożone dziś przez Ruch Chorzów jest bardzo cenne. Bo zdobyte na wyjeździe, z zespołem, którego trzeba było pokonać. Właśnie tak trzeba zdobywać punkty, by dogonić Turcję, Grecję i Szkocję. One w Lidze Mistrzów zagrają na pewno.

Opublikowany w Uncategorized | Otagowane: , | Zostaw Komentarz »

Slayer is not dead

Posted by cichonski w dniu Czerwiec 23, 2010

Ostatnio mniej lubię chodzić na koncerty. Głównie dlatego, że coraz badziej lubię wirtuozerię i/lub silną ekspresję. Ale by ją poczuć nie muszę – jak niegdyś – stać pośród tlumu w blocie i zarobić w łuk brwiowy glanem typu martens.
Ale wybrałem się. Długo się zastanawiałem, ale stwerdziłem, że obciachem byłoby, gdybym ja odpuścił sobie taki koncert. Wielka czwórka razem.
I poszedłem.

Anthrax – w porządku. Nigdy nie byłem przesadnym fanem, ale byli ok.

Megadeth – i tu trochę ponarzekam. Bo ich koncert w Stodole był znacznie lepszy. Chyba przerosła ich presja konkurencji i chęci walki za wszelką cenę o maino najlepszego bandu z czwórki

Slayer. Po prostu nie cierpię ich płyt. Albo inaczej – nie potrafię ich słuchać, się nimi pasjonować. Tymczasem na koncertach (to już drugi, który widziałem) są genialni. To idealne połączenie wirtuozerii właśnie z ekspresją. Im chyba też się dobrze grało. Bo nigdy nie widziałem tak dobrotliwie uśmiechającego się do siebie Arayi. Na tle granej muzyki wyglądało to… osobliwie.

No a Metallika? Bawiłem się bardzo dobrze, dziękuję.

Opublikowany w Uncategorized | Otagowane: | Zostaw Komentarz »

Pękamy

Posted by cichonski w dniu Kwiecień 25, 2010

Podejrzewam, że w którymś z momentów w każdym z nas coś pękło. Z moich znajomych Jarek pojechał po facebookowych grupach (do których i ja się zapisywałem), Ania obiecała się nie odzywać na ten temat (pękła po materiale o dzieciach z Lasek), znam też takich, co postanowili w ogóle mediów w tych dniach nie oglądać.

We mnie może by i nie pękło – żyję w tym kraju od 34lat z hakiem i wiem, że może i wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi, ale zewnątrz to jesteśmy utkani z bezinteresownego skurwysyństwa.

Dlatego kiedy zacząłem oglądać, jak jeszcze przed pierwszymi pogrzebami zaczęto rozgrywać kampanię polityczną (ponoć jeden z kandydatów na prezydenta nie odwołał spotkania, które miał zaplanowane na … 10 kwietnia), posmutniałem.

Kilka lat temu nie wierzyłem w msze pojednania, opowiastki o pokoleniu JP2 i inne takie flashmobowe historie, które zdarzyły się po śmierci Wielkiego Polaka. Były one raczej wentylem do ujścia emocji, niż czymś, co miało w nas zostać na zawsze.

Nie wierzę w odmianę Polaków i po 10 kwietnia. Wystarczy pooglądać Wiadomości by poczuć narastające pragnienie konfrontacji, chęć odegrania się na tych, którzy mówili o Kaczyźmie lub po prostu byli politycznymi przeciwnikami PiS. Przed tym programem informacyjnym (?) został dziś wyemitowany krótki materiał filmowy nawiązujący do wydarzeń sprzed Pałacu Prezydenckiego. Okazuje się, że najważniejszy wniosek – jeśli wierzyć temu materiałowi – płynący po 10 kwietnia, to – cytując niedokładnie, ale dokładnie oddając sens, za wypowiadającą się tam panią – wydawało się nam, że jest nas mało, teraz zobaczyliśmy, że jest nas tak wielu. Aż chce się (dopowiadając za panią) powtórzyć cytat – my jesteśmy tam, gdzie…

Przy okazji odszczekuję publicznie moje pomstowanie na Fakty TVN. W ostatnich dniach zdały egzamin na szóstkę. Wiadomości – poza kilkoma bardzo profesjonalnymi materiałami – nie zdały go w ogóle.

Opublikowany w Uncategorized | Otagowane: | Zostaw Komentarz »

Cichoński lubi albo i nie

Posted by cichonski w dniu Kwiecień 20, 2010

Najrzadziej aktualizowany blog świata donosi

Podobają mi się od niedawna:
- Plan B.
- Vampire Weekend

Podoba mi się cały czas
- Rodzina Sporano
- Zapisywanie się do czasem nawet najgłupszych grup na FB

Podoba mi się, ale zupełnie nie wiem czemu:
- Journey „Don’t Stop Believin’”

Coraz mniej mi się podoba
- ściana Hołdysa na Facebooku

Nie podoba mi się, ale jutro o tym zapomnę
- Lista zwycięzców Fryderyków

Nie podobało mi się, ale w piątek o tym zapomnę
- że z powodu żałoby nie mogłem kupić wyborczej z Housem

Nie podoba mi się i dlugo tego nie zapomnę
- flashomobowość

Nie podoba mi się wciąż (choć dawałem sznasę) i zupełnie nie rozumiem, dlaczego szanowanym redaktorom i dziennikarzom się to podoba
- Lady GaGa

Nie podobają mi się (choć nie dawałem szansy) i zupełnie nie rozumiem, dlaczego wielu szanowanych redaktorów i dziennikarzy stawia sobie za punkt honoru zapraszanie imć do dyskusji
- wypowiedzi Terlikowskiego

Opublikowany w Uncategorized | 1 komentarz »

Muzyka lekka, łatwa i przyjemna

Posted by cichonski w dniu Luty 22, 2010

Piosenek pisanych pod radio powstaje dziesiątki tysiący. Czas: 3’35 – 3’55, chwytliwy refren, motyw pojawiający się już na początku nagrania – wszyscy znamy te reguły aż za dobrze. Co powoduje, że jedna kompozycja zostaje przebojem, a o drugiej zapominamy po kilku tygodniach? Bardzo często przypadek, bardzo często gust kogoś znanego. Czasem jednak ważne są detale. Czym się różni piosenka byle jaka od dopracowanej – wystarczy posłuchać piosenek zgłoszonych przez Polaków na Eurowizję oraz jakiegokolwiek kawałka Wilków.
Cudownie słucha się ostatnio Melanie Fiony. Sukces „Monday Morning” to nie tylko kwestia (bardzo) chwytliwej melodii. W tle pojawiają się cudownie zaaranżowane dzwoneczki, ładnie zrobione (trochę na Sebastiana Tellier) „pa para papa para”. Pani poza tym nie wyje jak gwiazdy sołlu tylko „po prostu” śpiewa. Za 10 lat na składankach The best of 2009 „Monday Morning” znajdziecie na pewno.

Na pewno nie znajdziecie zaś na takiej składance Dagadany. Ale nie przejmujcie się – nie oznacza to, że ich debiutancka płyta jest słaba. W równowadze brzmień etnicznych, elektronicznych i zabaw wokalnych tkwi nowa siła polskiej muzyki. Zapamiętajcie tę nazwę. I jak macie parę złotych kupcie sobie tę płytę:

http://allegro.pl/show_user_auctions.php?uid=16266654

Opublikowany w Uncategorized | Komentarzy: 3 »

Naładowany Duff

Posted by cichonski w dniu Styczeń 19, 2010

Najczęściej słucham ostatnio płyty, która zdaniem większości dziennikarzy muzycznych w Polsce jest wtórna, bezsensowna i do dupy…

– Gunsi? Jacy Gunsi? Słuchasz Gunsów? To obciach!
Ponieważ opinia mego kolegi po fachu jest popularna, wyjaśnijmy sobie od razu: „Apettite for Destruction” i „Use Your Illusion I i II” to genialne albumy. I tak, zgadza się, słucham ich – a ściślej: lubię do nich wracać. 
I lubię sprawdzać co robi dawny, najlepszy skład.

Velvet Revolver było oki, ale nie miało tej magii. Solówka Axla, czyli „Chinese Democracy”, to zaskakująco dobra płyta. Wszystkich jednak rozłożył na łopatki Duff.

Nagranego z taką swobodą, bluesowym luzem albumu dawno nie słuchałem. Płyta kipi energią, wręcz eksploduje ładunkiem przebojów. Jest cudownie niemodna, fascynująco wręcz zakorzeniona w amerykańskim gitarowym graniu. 
Dla uporządkowania: zespół Duffa nazywa się Loaded, a płyta zatytułowana jest „Sick”. I w skali „Przekrojowej” dałbym jej cztery, a być może pięć.

A wracając do tego co jest obciachem: ostatnio jego szczytem była dyskusja o dobrym elektro w Warszawie. Jakie miasto, jacy dziennikarze muzyczni, taka dyskusja.

Opublikowany w Uncategorized | Otagowane: | Komentarzy: 4 »

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.