Najczęściej słucham ostatnio płyty, która zdaniem większości dziennikarzy muzycznych w Polsce jest wtórna, bezsensowna i do dupy…
– Gunsi? Jacy Gunsi? Słuchasz Gunsów? To obciach! Ponieważ opinia mego kolegi po fachu jest popularna, wyjaśnijmy sobie od razu: „Apettite for Destruction” i „Use Your Illusion I i II” to genialne albumy. I tak, zgadza się, słucham ich – a ściślej: lubię do nich wracać. I lubię sprawdzać co robi dawny, najlepszy skład.
Velvet Revolver było oki, ale nie miało tej magii. Solówka Axla, czyli „Chinese Democracy”, to zaskakująco dobra płyta. Wszystkich jednak rozłożył na łopatki Duff.
Nagranego z taką swobodą, bluesowym luzem albumu dawno nie słuchałem. Płyta kipi energią, wręcz eksploduje ładunkiem przebojów. Jest cudownie niemodna, fascynująco wręcz zakorzeniona w amerykańskim gitarowym graniu. Dla uporządkowania: zespół Duffa nazywa się Loaded, a płyta zatytułowana jest „Sick”. I w skali „Przekrojowej” dałbym jej cztery, a być może pięć.
A wracając do tego co jest obciachem: ostatnio jego szczytem była dyskusja o dobrym elektro w Warszawie. Jakie miasto, jacy dziennikarze muzyczni, taka dyskusja.
Ostatnio doświadczyłem na własnej skórze, jakie zagrożenie niesie cyfryzacja. Setki tekstów: recenzji, wywiadów i niezliczona liczba newsów poszła się (… cenzura wewnętrzna…) bo cgm.pl zmieniał serwery. I tak sobie pomyślałem: gdybym muzykę miał tylko na mp3, a zamiast ksiąźek jakieś pliki? I gdyby to wszystko pewnego dnia trafił taki właśnie szlag?
Wracając jednak do wątku straty – zacząłem poniekąd błogosławić to, że autorzy części stron internetowych artystów archiwizują wywiady i recenzje. Dzięki temu wywiad z Marilyn Mansonem przetrwał.
Gdyby ktoś jeszcze miał nagrane moje wywiady z Trójki z Tadeuszem Nalepą i Kazikiem Staszewskim z audycji „Pół perfekcyjnej płyty” to proszę o kontakt. Mail cichonski75(at)gmail.com.
O właśnie! Tęsknię za radiem. tylko czy ktoś by jeszcze mnie tam chciał… ???
Dziś przed komisją do spraw zbadania już nikt nie pamięta czego zeznawał pan Kaczmarek, osoba obdarzona niewątpliwie wyższym wykształceniem i bez względu na to jaka miał role w tym czy owym, na pewno niegłupia.
Dziś stracił u mnie dużo punktów. Posunę się nawet do stwierdzenia, że jego zeznania nie powinny być wzięte pod uwagę. Konstytucja naszego kraju jasno wskazuje, że językiem urzędowym jest polski. Tymczasem pan Kaczmarek kilkukrotnie karmił nas konstrukcjami typu „rodzinom warszawskom”… Buaaaahhh!!! Wrghhhh!!! Aż chce się wyć!
Kaczmarek nie jest sam. „Radom i pomocom” notorycznie służą Olejniczak i Napieralski, a o posłach, którzy chcą coś włanczać, aż mi się nie chce wspominać.
A takie traktowanie polszczyzny powoduje, że potem w instrukcji obsługi czytamy następujące sformułowania:
„W celu uniknięcia rozlania ingredjencji w piekarniku, należy zawsze przed włożeniem ingrediencji do formy do pieczenia, formę z piekarni wyjąć. Ingredjencje , które rozleją się na elementy termiczne, mogą podczas pieczenia przypalać i zaprzyczynić wydzielanie się dymu”
Opublikował/a cichonski w dniu Październik 19, 2009
Chyba tak już będzie przez najbliższych kilkadziesiąt miesięcy, że wstawać będę raczej wcześnie. A to sprzyja oglądaniu i słuchaniu tego, co do tej pory, ze względu na wylegiwanie się 11:00, nie było mi dostępne.
Spostrzegłem na przykład – o zgrozo – zmianę godziny nadawania programów Roberta Makłowicza. Co za myślący inaczej typ wpadł na pomysł, by genialny show nadawać o 9:20? Pytacie co z czasem wygospodarowanym w ten sposób – otóż w tym czasie TVP2 nadaje szoł o polityce jednego z bliźniaków. Bracia Karnowscy nie przeszkadzają mi at all (mimo, że ich poglądów nie podzielam widzę dla nich duuuuuużo miejsca w mediach), ale wyjątkowo nie pasują do atmosfery leniwego niedzielnego poranka, czasu kiedy zaczynamy szykować się na rodzinny obiadek. To po prostu nieporozumienie. Nie mówiąc o tym, że Makłowicz jest apetyczniejszy od Karnowskiego…
Posłuchałem też Trójki, O brak sympatii do tej stacji chyba nikt mnie nie posądzi Dziś jednak zazgrzytałem zębami. Prowadząca “Zagadkową niedziel” utożsamiła dzieciom obiad niedzielny z rosołem, kotletem i ziemniakami. No rzesz (nożesz?) smacznego Pani Kasiu..! Nie ma to jak podtrzymywać fatalne stereotypy żywieniowe w audycji rozwijającej u milusińskich ciekawość świata…
Ja tam na obiad zjadłem pizzę 4 sery własnej roboty. Primo: mieliśmy na nią ochotę, secundo: nie mieliśmy jej jeszcze na palcelizac.pl
By jednak nie tylko się czepiać – z radością godną przyszłego ojca usłyszałem w “Zagadkowej…”, że piosenki dla dzieci wykonuje nie tylko Majka Jeżowska… Potwory, które wyłażą z nory bardzo skutecznie mi poprawiły humor. Dzięki, Joszko!
Opublikował/a cichonski w dniu Październik 3, 2009
Na wycieczkę wybraliśmy się tym razem do Łodzi. Dziwne to miasto – najpiękniejsze miejsca są najbardziej zniszczone a najbardziej fascynujące są te okolice (jak na przykład Księży Młyn), które ciężko zaliczyć do kategorii “o łaał jaki landszafcik”.
Będąc w Łodzi chciałem też zahaczyć o dwa miejsca kojarzone kulinarnie. Primo: o restaurację żydowską Anatewka. Jej sława nie jest przypadkowa, a gęsiowy żur z jajem za raptem 9 złotych to poezja smaku.
Secundo: znaleźć jakąś knajpkę – może być nawet mordownię – niedaleko łódzkiego browaru i strzelić tam słynnego jak kraj długi i szeroki Portera. Ciemne piwko z kufla wypiłem, a i owszem, ale w rodzinnym domku. By w Łodzi kupić łódzkie piwo trzeba się bowiem starać (poszukiwania trwały dwie godziny).
Aha – by było jasne – przy browarze w Łodzi nie znalazłem ani żadnej knajpy, ani możliwości zwiedzania tego bądź co bądź historycznego miejsca.
Kilka lat temu podróżowaliśmy po Europie. Co chwila robiliśmy postoje, by zwiedzać zabytki, atrakcje oraz – co oczywiste – sklepy. Wszędzie kupowaliśmy lokalne przysmaki. I nie były to tylko lokalne serki, bułeczki, wina. Jak zobaczyliśmy nowy smak chipsów to też nie gardziliśmy, bo wychodziliśmy z założenia, że być może nie będzie nam dane spróbować ich drugi raz w życiu (założenie okazało się jak najbardziej prawdziwe). I wcale nie będę ukrywać, nie wszystkie lokalne atrakcje kulinarne były takie, że palcelizac(.pl). Ale miały jedną zaletę: były. Były chlubą regionu. Wizytówką, elementem rozpoznawczym, czymś co dodatkowo rozsławiało okolice.
W tym roku wakacje spędziliśmy w Polsce. Bardzo, ale to bardzo chcieliśmy popróbować czegoś, z czego słynie dany region. Pozytywnie (po raz kolejny!) zaskoczyła nas położona niedaleko Ostródy Oberża pod Mariaszkiem, gdzie serwowano dania regionalne, często już całkiem zapomniane. Poza tym w całej Polsce panowała smutna rutyna: żurek, pomidorówka, schabowy, karkówka, ruskie itd… nawet najlepiej przyrządzone nie cieszą już podniebienia. Z prostego powodu: są wszędzie i zawsze. Największe rozczarowanie przeżyliśmy w Międzyzdrojach. Miejscowy sklep polecał nam… roladę ustrzycką i Kroplę Beskidu. Z wiadomych względów nie zamieścił przy nich kartki: do kupienia tylko u nas…
Hitem dnia jest Wrona. Marcin Wrona. Ten sam, który kiedyś nazwał Baracka Obamę pierwszym czarnoskórym nowożytnym prezydentem Stanów Zjednoczonych. Dobrze, że wykazał te niuans, bo w starożytności rządzili tam sami Afroamerykanie (czyli Amrykanie z afro).
Dziś Marcin Wrona mówiąc o Michaelu Jacksonie, a w zasadzie o jego lekarzu, użył sformułowania “nieumyślne spowodowanie zabójstwa”. Nie przeoczyliście się, nie nieumyślne spowodowane śmierci, a zabójstwa. Marcin, kocham Cię. Oczywiście nieumyślnie znów mi poprawiłeś humor…
Obejrzałem wiadomości w TVN, czyli Fakty. Poraziła mnie relacja z rodzinnej miejscowości Ludovica Obraniaka, gdzie przed latami 30stymi XX wieku mieszkali dziadkowie polskiego (?) piłkarza, których nikt tam już nie pamięta.
Ale bardziej poraziła mnie zapowiedź tego, co pojawi się w TVN jesienią. Ktoś tam wystąpi w “mamtalencie”, a dyrektor programowy wyraził radość z faktu, że udało mu się “wycastingować” dobre pary do “Tańca z gwiazdami”.
Oczywiście “Milionerzy”, “Taniec z gwiazdami”, “Mamtalencie” zostały zapowiedziane jako nowa ramówka.
A już najgorsze jest to, że TVN wciąż będzie najlepszą telewizją w Polsce.