Aż za dużo czytam ostatnio o polskich serwisach internetowych, które są nośnikami informacji. (Czyli nie portalami randkowymi, społecznościowymi etc, ale takimi, które stawiają na treść). O prowadzeniu kampanii wokół nich, o zjawiskach typu „eyetracking web usability” i innych – poniekąd bardzo mądrych cudach – zbadanych przez imć Nielsena. Na wszelakich sympozjach, konferencjach, szkoleniach etc. najmodniejsze hasła to komunikacja z użytkownikiem, user generated content.
Nikt nie mówi o zawartości, o merytorycznej treści i jakości tejże.
Smutne, prawda?