Cichoński pisze

piszę, o tym co widzę i słyszę

Na wschód od Konina Azja się zaczyna…

Posted by cichonski w dniu Grudzień 21, 2010

… jak to powiadają moi znajomi z Wielkopolski. Nie raz obruszałem się na to ich stwierdzenie, ale im dłużej żyję (a przekroczyłem już połowę średniej długości życia Polaka) tym bardziej przyznaję im rację.
Oto trzy obrazki z azjatyckiej części naszego kraju.

1. Czas: ponad rok temu. Rzecz dzieje się w małej przychodni w Nowym Dworze Mazowieckim. Wraz z mocno ciężarną małżonką wchodzimy i mówimy „dzień dobry”. Nikt nie odpowiada. Jak się okazuje, tu nikt nikomu „dzień dobry” na dzień dobry nie mówi.
Jest za to inny, bardzo ciekawy zwyczaj; nikt ciężarnej nie ustępuje miejsca, nikt nie chce przepuścić jej bez kolejki do lekarza.

2. Droga krajowa numer 579. Odcinek Błonie-Kazuń. Ze względu na nasilony ruch pieszych oraz zagrożenie dla zwierząt z Kampinoskiego Parku Narodowego (łosie i rysie giną tu pod kołami – taka jest smutna prawda) wprowadzono na trasie zakaz jazdy TIRów oraz ograniczenie do 60 km/h. Właśnie za nami jedzie TIR, który mimo oblodzonej nawierzchni mknie 85 km/h i podjeżdża nas bezczelnie mrugając reflektorami, chcąc zmusić do szybszej jazdy. Nie ulegamy presji.

Stojący obok policjanci z drogówki nie zatrzymują TIRa (ani tego co jedzie za nami, ani żadnego innego). Oni polują na luksusowe samochody, które jadą tędy po 180-200 km/h (no, jak nie ma lodu, bo w zimę jadą 110 km/h). W końcu takich złapią więcej, a w rozliczeniu ich pracy liczy się statystyka.

3. Kiermasz przedświąteczny na rynku Starego Miasta w Warszawie. Mróz jak cholera. Ze względu na dziwne pomysły władz miasta nikt nie sprzedaje grzanego wina, powołując się na jakąś tam ustawę. (Na marginesie – ta sama ustawa nie przeszkadza na podawanie grzanego wina na rynku we Wrocławiu). Ale od czego jest pomysłowość Polaków – jedna z restauracji oddziela teren, który przysługuje jej na ogródki piwne i tam – zgodnie z koncesją – sprzedaje wino. Podchodzę do sprzedawcy. Zamiast jakiegoś zdania powitania usłyszałem – A te dziewczyny u mnie to takie leniwe, kurwa, dupy im się nie chce ruszyć, zaraz mi się, kurwa, skończy wszystko.

A tak w ogóle to myślę sobie (wspominając wyprawę do Indii), że nazywanie takich obyczajów azjatyckimi wielu mieszkańom tego kontynentu uwłacza.

Dlatego i im i Wam – Wesołych Świąt życzę :)

Odpowiedzi: 2 to “Na wschód od Konina Azja się zaczyna…”

  1. Książę Lew ;-) powiedział/a

    Rzecz dzieje się w szpitalu w Iławie. Wraz ze znajomym wchodzimy i mówimy „dzień dobry”. Nikt nie odpowiada. Jak się okazuje, tu nikt nikomu „dzień dobry” na dzień dobry nie mówi ;) Za ladą izby przyjęć nikogo. Za nami 10 osobowa grupa usłużnie czekających chorych; połamany, rodzice z dzieckiem, córka ze schorowaną mamą, mężczyzna z zaklejonym okiem. Przechodzimy koło oczekujących w poszukiwaniu osoby, która może pomóc, powiedzieć gdzie pójść, gdzie czekać. Spotykamy panią z izby.
    Zapytuję
    -Dzień dobry, jak Pani widzimy mam poważnie rozcięty palec i prosiłbym o informację gdzie mam się zwrócić?
    -Proszę poczekać w kolejce.
    -Przepraszam, nie odpowiedziała Pani na moje pytanie? Gdzie mam się zwrócić?
    -Proszę spokojnie poczekać w kolejce.
    -Gdzie jest lekarz, ile mam czekać?
    -Proszę poczekać w kolejce.
    -Gdzie jest lekarz???
    -Lekarz jest na piętrze, robi obchód.
    -Od 1 godz.?
    Wszyscy z dłużej od nas czekających słuchali z otwartymi uszami.
    Usiedliśmy. Zacząłem donośnie dyskutować z kolegą odnośnie niedogodności, grubiaństwa ;) , wiecznych szpitalnych kolejek, braku organizacji, traktowaniu pacjenta jako przedmiotu, który nie ma prawa głosu.
    Że nie po to idą pieniądze na służbę zdrowia, aby czekać w kolejkach.
    Ze nikomu tu się nie śpieszy. Niech hołota sobie czeka.
    Że w prywatnej przychodni byłbyś priorytetem, pacjentem, który nie musi czekać, który zostanie obsłużony z uśmiechem i chęcią.
    Po niecałych 10 minutach zjawia się lekarz z pielęgniarką z izby, niesamowicie pewny siebie, tak jak i ona.
    Obwieszony złotymi; bransoletką, zegarkiem i łańcuszkami na gołej męsko zarośniętej klacie.
    Wszyscy czekający wpuszczają mnie naprzód. Zaskoczony nie odmawiam.
    Wchodzę do gabinetu, sali przyjęć.
    Lekarz.
    Z początku opryskliwy. Po chwili mięknie zaczyna się uśmiechać. Szuka wspólnych tematów. Chwali się, że wrócił z wakacji, niedługo leci na następne. Ma znajomych w Poznaniu. Pyta się bezczelnie, czy w Poznaniu służba zdrowia tak dobrze pracuje, bo z tego co on pamięta to nie.
    Pani lekarka z izby cały czas naburmuszona.
    Lekarz zapisuje jakieś lekarstwo, stwierdza o tym, że nie trzeba szyć. Mija 5 min. Wychodzimy.
    Wchodzi następny pacjent.
    Polska służba zdrowia.

  2. smutnyfrustrat powiedział/a

    ta ustawa zabrania W CAŁEJ POLSCE.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.